Zdarza się nam, architektom, zgrzeszyć. Oj zdarza się. Jak każdy człowiek popełniamy większe i mniejsze błędy. Za te mniejsze płacimy zwykle rumieńcem wstydu (lub złości), te większe mogą być okraszone konsekwencjami cięższego kalibru. Grzechy popełniamy z wielu powodów. Czasem jest to wynik ciągu nieprzewidzianych zdarzeń, czasem niewiedza i ludzka głupota, a czasem, niestety, działanie w pełni świadome, prowadzące nas na samo dno architektonicznego piekła.

Dzisiaj przyznam się Wam do największych błędów popełnianych przez architektów wnętrz. Zobaczycie, że te niecne występki częściej uderzają w nas samych niż w naszych klientów.

7 grzechów głównych architekta

1. Nietrzymanie się harmonogramu i zapominanie o terminach

Ileż razy w swoim życiu zaglądałam do kalendarza z obłędem w oczach i strachem ściskającym gardło? No nie zliczę. A dlaczego? Bo jedną rzecz, którą miałam zrobić dziś, z pełną świadomością przeniosłam na jutro, zabierając sobie dwie wolne godziny przeznaczone na awaryjne sytuacje. A jutro okazało się, że trzeba wysłać trzy razy więcej maili, pojechać na budowę, bo klient zadzwonił, że kafelki nie pasują, zrobić dodatkową wizualizację, bo stół będzie jednak przy ścianie z oknem… I nagle cały plan szag trafił, a ja wiedziałam, że zabraknie mi doby i nie dotrzymam terminów. I to nie tylko tego jednego dnia, bo jak już jedna rzecz się przesunie, to plany na kolejne dni lecą jak domek z kart. Mniejsza o nieprzespane noce, gorszy jest widok twarzy zdenerwowanego i zawiedzionego klienta, któremu trzeba się przyznać, że rzuty będą kolejnego dnia… lub kolejnego… lub jeszcze następnego.

Mając w pamięci te niemiłe doświadczenia, już od bardzo długiego czasu jestem zwolenniczką tworzenia harmonogramów, list „to do” i życia z kalendarzem w ręku. To sprawia, że mogę magicznie rozciągać dobę 😉 Kiedy wszystko jest ułożone i wiem: komu, co, kiedy i jak, żyję spokojniej, mam czas na relaks, dotrzymuję deadlinów. Nie namawiam do układania sobie całego życia godzina po godzinie – to nigdy nie wychodzi, ale porządek, szczególnie w interesach, być musi.

2. Utrzymywanie, że jesteśmy wszechwiedzący

Każdy chciałby zawsze błyszczeć i być we wszystkim najlepszy. To oczywiste! Podczas spotkań architekta z klientem pada wiele pytań. Czasem są to pytania bardzo niewygodne i trudne, na które odpowiada się w szczególnie zawoalowany sposób, tak, żeby po naszej skończonej wypowiedzi klient zapomniał już, o co pytał. Znam ja te praktyki, znam! Na szczęście nie z własnego doświadczenia. Przyznanie się do niewiedzy nie jest niczym strasznym i nie umniejsza to naszej inteligencji. Architektura wnętrz to tak rozległy temat, że nie we wszystkim trzeba być ekspertem! Wystarczy obiecać, że zgłębi się daną kwestię, a na pytanie odpowie mailowo, telefonicznie lub przy okazji kolejnego spotkania.

3. Niedokładne wymiarowanie podczas inwentaryzacji

Na początku mojej przygody z projektowaniem zdarzało się, że otwierałam rysunki wykonane podczas inwentaryzacji, zadowolona przenosiłam je do komputera i w kluczowym momencie, kiedy już miałam wcisnąć „ctrl+s” zauważałam, że nie pobrałam najważniejszego wymiaru i że bez niego w 3D mogę sobie postawić jedną ścianę, a nie całe pomieszczenie… Co wtedy? Złość, niedowierzanie, smutek… Aż w końcu świadomość, że trzeba będzie zadzwonić do klienta i poprosić o ten jeden kluczowy wymiar. Cóż za wpadka!
Na szczęście człowiek uczy się na błędach i mogę z czystym sumieniem przyznać, że po jednej takiej sytuacji, więcej nie zdarzyło mi się zgrzeszyć w ten sposób 🙂

4. Robienie zbyt wielu projektów na raz

Architekci, szczególnie niedoświadczeni, kiedy nagle dostają kilka na raz zapytań o projekty, nie potrafią zrezygnować z żadnego z nich. Bo pieniądze, bo prestiż, bo jak się odpuści, to klienci pójdą do konkurencji. Często więc nie śpią, nie odpoczywają, nie chodzą na niedzielne obiady do babci, nie wiedzą, że za oknem nie ma już zieleni, tylko czerwone jesienne liście… Byleby tylko zrobić wszystkie projekty, których się podjęli. Architekcie – jesteś człowiekiem, a nie maszyną! To, że poinformujesz klienta, że wszystkie terminy na nadchodzące pół roku masz już zajęte pokaże tylko, jaką popularnością cieszą się Twoje usługi. I wierz mi lub nie, jeśli klientowi będzie zależało na naprawdę dobrym projekcie, to poczeka, aż w Twoim kalendarzu będzie nieco luźniej.

5. Kopiowanie wnętrz innych architektów

Hańba i wstyd! Grzech ten jest najcięższym z wszystkich grzechów i za ten niechlubny uczynek idzie się na pewno do architektonicznego piekła! A tak bardziej serio… Plagiaty zdarzają się w każdej branży kreatywnej. Na szczęście nie są one powszechnym zjawiskiem, chociaż trzeba uważać. W sieci aż roi się od zdjęć pięknych wnętrz i powszechną praktyką zarówno klientów, jak i architektów jest inspirowanie się tymi fotografiami. Pamiętajcie jednak, że inspirowanie się to nie to samo co kopiowanie.

6. Szczerość przesadnie kontrolowana

Zdarza się, że gusta architekta i klienta nie w pełni się pokrywają. Czasem nie pokrywają się nawet w małym stopniu. Niekiedy klient wpada na tak dziwne pomysły, że nie wiadomo, co z tym do końca zrobić… Powiedzieć szczerze, że to, co wymyślił jest złe? Czy nie chcąc go urazić powiedzieć, że pomysł jest po prostu „interesujący”?

Jestem za dyplomacją w kontaktach klient – architekt, jednak pamiętać trzeba, że czasem klient nasze dyskretnie i nie-wprost przekazywane uwagi może zrozumieć zupełnie inaczej. Szacunek do zdania klienta to jedno, ale poleganie na swojej gruntownej wiedzy i mówienie otwarcie o wszystkich istotnych faktach, to drugie i równie ważne.

7. Brak dokładności w wycenach

Często podczas spotkania z potencjalnym klientem słyszę, że inny architekt zaproponował kwotę „x” za dany projekt (oczywiście kwota „x” jest niższa od tej zaproponowanej przeze mnie). Jednak kiedy pytam, co inny architekt ma zamiar zrobić za kwotę „x”, klient nie potrafi mi odpowiedzieć. Brak przejrzystości w ofertach to zmora mojego zawodu. Projektanci rzucają cenami nie informując klienta o zakresie projektu, jaki mają zamiar wykonać. Powoduje to liczne nieporozumienia i spory. W dalszej perspektywie skutkuje to spadkiem zaufania klienta do architekta. I nie ma się co dziwić!

Jeśli chodzi o pieniądze, to bardzo prostym przepisem na sukces jest trzymanie się wcześniej ustalonego porządku. Po pierwsze, należy jasno i przejrzyście określić cenę oraz zawartość projektu, po drugie ściśle ustalić harmonogram płatności. Klient wie, jakiego zakresu projektu ma się spodziewać w ustalonej wcześniej kwocie, a architekt terminowo dostaje zapłatę za swoją pracę. I wszyscy zadowoleni.

***

Więcej grzechów nie pamiętam! No… Przynajmniej nie tych ciężkich 😉 Warto czasem zrobić porządny rachunek sumienia, wytknąć sobie własne błędy i więcej ich nie popełniać. Lepsze to niż odbywanie ciężkiej pokuty, a niestety przyznacie, że za powyższe grzechy należy się najwyższy wymiar kary!