Pamiętacie moje wyznanie? 7 GRZECHÓW GŁÓWNYCH ARCHITEKTA było naprawdę szczerą spowiedzią. Czas na wzięcie pod lupę drugiej strony, czyli klientów. Bo jak to w relacjach międzyludzkich bywa, wina zawsze leży gdzieś po środku.

7 GRZECHÓW GŁÓWNYCH KLIENTA

1. KLIENT NIE WIE CZEGO CHCE, ALE WIE CZEGO NIE CHCE

Już kiedyś użyłam tu tego sformułowania i będę je powtarzać do znudzenia, bo… jest TAK. BARDZO. PRAWDZIWE. Klienci nader często powtarzają, ze nie wiedzą czego chcą, więc zostawiają mi wolną rękę. Jednak po obejrzeniu moich propozycji pada zdanie: „To totalnie nie dla mnie!”.

Uprasza się więc drogich klientów o przejrzenie kilku stron internetowych z inspiracjami lub przekartkowanie paru magazynów wnętrzarskich. Nie zajmie Wam to wiele czasu, a architektowi znacznie ułatwi pracę!

2. CZAS DLA WSZYSTKICH BIEGNIE TAK SAMO. ZAWSZE ZBYT SZYBKO.

Jeśli planujecie remont mieszkania i macie zamiar zatrudnić architekta wnętrz, zróbcie to odpowiednio wcześniej. Nie jesteśmy magikami i nie potrafimy rozciągnąć doby, mimo, że bardzo byśmy chcieli, uwierzcie!

Zaprojektowanie mieszkania, tak jak każda inna praca, wymaga czasu.  Szczególnie, że w wielu przypadkach jest to zajęcie etapowe. Weźcie pod uwagę fakt, że architekt kilkakrotnie w ciągu procesu projektowego będzie chciał się z Wami spotkać. Zgranie terminów w ciągu tygodnia nie będzie pewnie łatwe, bo praca, bo dzieci trzeba z przedszkola odebrać, bo teściową na zakupy zawieźć… Wszystko to jest zrozumiałe. Właśnie dlatego odpowiednio wczesne zatrudnienie architekta da Wam pewność, że projekt zostanie zrobiony na czas, czyli przed wejściem ekipy remontowej.

Chciałabym tu również przypomnieć, że architekt to też człowiek. Potrzebuje odpocząć, wybrać się na spacer, posprzątać w domu i nakarmić psa. Albo odebrać dzieci z przedszkola. Albo nawet teściową na zakupy zawieźć! Czas prywatny jest nam tak samo potrzebny, jak Wam, klientom. Jest też dla nas niezwykle cenny, jako że nasza branża często charakteryzuje się nienormowanym czasem pracy.  Dzwońcie więc w godzinach przed- i popołudniowych, w weekendy trochę odpuście, no… chociaż w niedzielę. Albo umówcie się z architektem, kiedy powinniście dać mu trochę odetchnąć. Przy odrobinie chęci na pewno uda się zauważyć, że architekt to nie maszyna 😉

3. UMOWA A WYMAGANIA

Przemyślcie bardzo dokładnie, do czego jest Wam potrzebny architekt. Umawiacie się, że projektant zrobi wizualizacje, ale dokumentacja techniczna jest Wam niepotrzebna? Trzymajcie się tego! Projektowanie to jego praca, a wycena, którą otrzymujecie jest adekwatna do wykonywanego zakresu.

Zdarza mi się zbyt często ulegać klientom i robić rysunki, których nie zawierała umowa. „Ja się na tym nie znam, a ekipa pyta gdzie te kable położyć. Dla Pani taki rysunek to jest 5 minut pracy!”. Pamiętajcie, że to nigdy nie jest 5 minut. Włączenie komputera, programów i projektu z Waszym nazwiskiem w nazwie trwa czasami dłużej! 😉 Co oczywiste, ekipa z takiej dokumentacji będzie zadowolona, Wy też, ale architekt musi poświęcić na tych kilka kresek „5 minut” swojego prywatnego czasu. Bądźcie więc dla nas wyrozumiali i jeśli zdecydujecie się na konkretny zakres, trzymajcie się tych ustaleń.

4. CO ZA DUŻO, TO NIE ZDROWO

Babcia zawsze mi to powtarza. Jako dziecko średnio jej wierzyłam, przecież kolejny kawałek tak pysznej czekolady nie może mi zaszkodzić! Otóż… różnie to bywało.

Z wyborem ceramiki sanitarnej, okładzin ściennych, mebli, elementów wyposażenia jest tak samo. Rynek  jest tak ogromny, że można by wybierać bez końca. Architekt przygotuje Wam propozycje konkretnych produktów, ale nikt nie zabroni Wam przejrzeć kilku stron internetowych, żeby zapoznać się z pełną ofertą. Jeśli jednak spodobają Wam się jakieś kafle, poszukajcie innych jeszcze przez chwilę, tylko chwilę! Wyznaczcie sobie limit odwiedzonych sklepów i stron internetowych. I pamiętajcie… Z 20 rodzajów ładnych kafli trudniej jest wybrać te jedne, jedyne niż spośród 5. A z mojego doświadczenia wynika, że w 99% przypadków i tak wraca się do tych pierwszych…

5. NIE MA GŁUPICH PYTAŃ. SĄ TYLKO GŁUPIE ODPOWIEDZI.

Nie wstydźcie się pytać swojego architekta o rzeczy, których nie wiecie. Macie prawo nie mieć pojęcia do czego służy korek click- clack, jak zamontować toaletę z odpływem poziomym i co to za dziwaczny kolor to indygo?! Naszą pracą jest wyjaśnianie Wam wszystkich wątpliwości. Obu stronom zależy przecież, aby cieszyć się pięknym mieszkaniem, bez nieprzyjemnych niespodzianek.

6. DECYZJA PODJĘTA ŚWIADOMIE

Tytuł tego punktu mówi wszystko. Podejmujcie decyzje świadomie i z pełną odpowiedzialnością. I pamiętajcie, że zmiana ustaleń tuż przed rozpoczęciem remontu nikomu nie wyjdzie na dobre.

7. SZAŁ ZAKUPÓW

Nie bez powodu dzielę projekt na etapy. Nie bez powodu też proszę każdego mojego klienta o to, żeby nie kupował niczego przez zakończeniem prac nad projektem. Wiem, że oczekiwanie na wprowadzenie się do własnego „m” dłuży się w nieskończoność. Zdaję też sobie sprawę, że im bliżej do rozpoczęcia remontu, tym częściej we wszystkich sklepach budowlanych, meblowych, z wyposażeniem zauważacie wielkie napisy „PROMOCJA”! Jednak wiem też, że wydanie 5000 zł na piękną welurową sofę, której potem nijak nie da się zmieścić w salonie boli jeszcze bardziej niż powstrzymanie się od zakupowego szału.

***

Architekt opisujący grzechy swoich klientów? Dobre sobie! Myślicie, że to trochę niesprawiedliwe, że wytknęłam Wam błędy? Absolutnie nie chciałam nikogo obrazić! Zachęcam Was tylko, żebyście również zrobili mały rachunek sumienia, tak jak ja zrobiłam go podczas pisania o niecnych występkach architektów. Nasza współpraca będzie wtedy o wiele prostsza i przyjemniejsza.

A na koniec przyznam się Wam (w tajemnicy oczywiście!), że kilka z powyższych grzeszków przerobiłyśmy z Hanią podczas projektowania jej mieszkania… 🙂