Ich konik to literki. Odwiedzamy młodą polską markę Ahojshop

Jesteśmy w Olsztynie, w warsztacie Emilki i Bartka, założycieli Ahojshop. Gospodarze witają nas serdecznie, jak starych znajomych. W warsztacie panuje artystyczny (nie)ład, który bardzo przypadł nam do gustu. Czuć, że tutaj się tworzy. W każdym kącie pracowni można dostrzec kolejne pomysły właścicieli: a to trafi się na jakiś prototyp, przed którym jeszcze długa droga nim trafi na stronę sklepu, a to w ręce wpadnie dobrze znany bestseller, ale z zupełnie nowym wykończeniem. Po krótkim zwiedzaniu i kilku łykach wody, zaczynamy rozmowę.

Jaką koncepcją kierowaliście się zakładając Waszą markę Ahojshop?

Emilka: Bazowym pomysłem naszego sklepu była personalizacja, czyli możliwość zaprojektowania swojego własnego napisu. Głównym założenie było to, żeby klient wszedł na stronę i mógł samodzielnie wybrać napis, materiał jego wykonania, wysokość, grubość, kolor i krój pisma. Po wyborze następuje zapłata, gotowy produkt trafia do domu klienta. Chcieliśmy, aby zamawiający u nas dekoracje mógł uniknąć wymiany tysiąca maili z wykonawcą, mnóstwa poprawek i akceptacji. Miało być szybko, sprawnie i przyjemnie.

Zdjęcia produktów otrzymane od Ahojshop

Od czego zaczęliście?

Bartek: Od spersonalizowanych napisów dekoracyjnych do powieszenia na ścianie czy postawienia w domu na półce. Potem ruszyliśmy z produkcją topperów, czyli napisów do wbicia w ciasto, oraz dużych liter z żarówkami. Wszystkie produkty można dowolnie modyfikować i projektować za pośrednictwem naszej strony internetowej Ahojshop.com.

A skąd motyw „Ahoj” w nazwie marki? Jesteśmy w Olsztynie, które to miasto zupełnie nie kojarzy się z morzem.

B: Nazwę podczas intensywnej burzy mózgów wymyśliła moja mama, która powiedziała „a może ahoj?” Na początku tylko popatrzyliśmy na nią ze zdziwieniem, ale później ta nazwa zaczęła nam się podobać, poczuliśmy, że działa i idealnie pasuje. Zanim powstał sklep internetowy, istniała firma reklamowa, którą nazwaliśmy Ahoj Reklama. Kiedy w naszych głowach pojawił się pomysł otwarcia sklepu naturalne było, że te dwie nazwy będą się łączyć. Jesteśmy żeglarzami, bawimy się trochę w ten sport, więc „ahoj” miało nawiązywać do wody i do marynarskiego klimatu, który nam jest bliski i jednocześnie oznaczać powitanie, jak w Czechach.
E: Chcieliśmy mieć też możliwość rozwijania sklepu w przyszłości. Nazwa miała być łatwa do wymówienia i zapamiętania w każdej części Europy… i świata.

Rozumiemy, że mierzycie wysoko?

E: Chcielibyśmy, żeby Ahojshop działał co najmniej w Europie. Najlepiej, żeby ludzie mieli możliwość zamawiania napisów z każdego miejsca na świecie.

Czujecie w tym niszę?

B: To, co zauważamy przyglądając się różnym biznesom, to fakt, że zjawisko niszy nie istnieje. Wszystko jest już wymyślone. Jeżeli chce się coś robić i się to potrafi, to i tak można osiągnąć sukces. Robimy to, co lubimy. Ahojshop to jeden z naszych projektów, jeden z naszych biznesów. Chcieliśmy robić coś, co nam się podoba i zobaczyć, czy innym też się to spodoba. Więc nie skupiamy się nad tym, czy to nisza czy nie nisza, tylko robimy swoje.

Wspomnieliście o biznesie. Traktujecie to jako sposób na zarabianie?

Emilka: To jest biznes, ale nie myślimy głownie o kasie. Myślimy o tym, żeby być zadowolonym z tego, co dajemy klientom. Staramy się proponować nowe rzeczy, robić fajne zdjęcia produktu, pięknie go pakować, żeby cała otoczka była odpowiednia. Prawda jest tak, że gdybyśmy myśleli tylko o pieniądzach, to już byśmy tego nie robili. (śmiech)

Ale frajda z tego jest wielka?

B: Mamy ogromną satysfakcję z tego, że pomysł, który trzy lata temu podczas spaceru wykluł się w naszych głowach, wspólnymi siłami zrealizowaliśmy. Że udało nam się zrobić kreator, w którym można wpisać dowolne słowo, a ono pojawia się we wszystkich aktualnie dostępnych krojach pisma. Że klient wchodzi na stronę sklepu i docenia, że ma wybór.

E: Choć trzeba przyznać, że jeśli chodzi o spersonalizowane napisy, to są to głównie imiona. Zauważyliśmy, że ludzie nie chcą mieć jakiegoś ogromnego wyboru. Najczęściej wybierają „gotowce”, czyli wymyślone i zrealizowane przez nas projekty, które też są dostępne w sprzedaży. Trochę tak, jakby klient nie chciał brać odpowiedzialności za swój pomysł, bo nie wie, czy wyjdzie to fajnie, czy nie i nie do końca wyobraża sobie efekt końcowy. Jeśli chodzi o nasze napisy, to ludzie widzą, jak produkt wygląda na zdjęciu i wie, że dokładnie tak będzie on wyglądał w rzeczywistości.

A dlaczego postanowiliście produkować akurat rzeczy z drewna? Potrzeba rynku czy własne upodobania?

E: Chyba myślimy mało komercyjnie, bo robimy pod siebie.
B: (konsternacja) No to żeś powiedziała… Ja jakoś nie zauważyłem, abyśmy „ROBILI POD SIEBIE”. (śmiech)
E: Produkujemy napisy z tego, co nam osobiście się podoba: drewno, płyty OSB, sklejka. Lubimy skandynawski klimat i połączenie loftowych klimatów z naturą. Właśnie dlatego postawiliśmy na takie, a nie inne materiały.

Lubicie Olsztyn, czy chcielibyście przenieść Ahojshop nad morze?

E: Pamiętajcie, że tu jest Warmia i Mazury, więc jest bardzo „ahojowo”! (śmiech)

B: Każde z nas ma doświadczenie w „emigracji”, w mieszkaniu poza Olsztynem, więc wiemy, jak to jest żyć gdzieś indziej. Świadomie tutaj wróciliśmy i tu nam się podoba. Jeśli mielibyśmy mieszkać w jakimkolwiek innym miejscu, to byłoby to Trójmiasto.

W imieniu Trójmiasta serdecznie Was do tego zachęcamy!

mousse odwiedza Ahojshop

Wszystkie produkty tworzone przez Ahojshop kupisz w ich sklepie online

Polub Ahojshop na Facebooku!

OBEJRZYJ VLOGA!

Na nasze pytania cierpliwie odpowiadali Emilka i Bartek, właściciele marki Ahojshop

Wywiad i zdjęcia: Hania i Dagmara

Retusz zdjęć: Hania i Dagmara

Montaż filmu: Hania (przy wsparciu wróżki chrzestnej mousse, czyli Welldonegan)

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz