Znacie to uczucie kiedy wielkimi krokami zbliża się NOWE? Towarzyszy nam wtedy mieszanka niecierpliwości, podniecenia i strachu. Mam szczęście odczuwać to wszystko za każdym razem, kiedy zaczynam nowy projekt. Dzisiaj i Wy tego doświadczycie! Zapraszam Was do Gdańska, do dzielnicy Chełm, gdzie od pewnego czasu dzieje się duuużo nowego… Oto pierwsza część opowieści o wspólnym projekcie mousse!

Poznajcie się!

 

Opowieść zaczyna się od pierwszego spotkania z nową klientką i, w tym wypadku, ze starym mieszkaniem…

Emilka to młoda, uśmiechnięta dziewczyna. Jest wulkanem energii. Kiedy docieramy na miejsce spotkania od razu zasypuje nas informacjami o tym, jak widziałaby swoje nowe miejsce na ziemi. Nie zdążyłyśmy nawet otworzyć drzwi do klatki schodowej, a już znamy jej dokładne plany na zaaranżowanie własnego „m”! Chciałoby się rzec, że istna z niej skarbnica pomysłów! I to nie byle jakich! To szczęście potykać na swojej drodze tak inspirujących ludzi.

Idąc na trzecie piętro bloku, w którym znajduje się jej przyszłe królestwo, pomału układam w głowie wszystkie idee Emilki i dzielę je na te dobre, te do zaakceptowania i te, które szybko będę musiała jej wyperswadować. Gdy w końcu wchodzimy do środka, od razu zauważam, że nie będzie to łatwy projekt. Mieszkanie naprawdę ma swoje lata. Jestem jednak świadoma, że największą satysfakcję odczuwam w momencie, w którym widzę, jak stare ściany, podłogi i sufity zyskują nową twarz i po kilku miesiącach pracy stają się po prostu piękne.

Pierwsze własne „m” Emilki wydaje się być całkiem przestronne. Patrzę na niewielki korytarz, spory salon z balkonem, małą sypialnię, średnio ustawną kuchnia, malutką łazienkę i WC i myślę o tym, jak wielką metamorfozę przejdą niedługo wszystkie te pomieszczenia.

Stare mieszkania potrafią przysporzyć wielu problemów. Tutaj podczas pierwszego spotkania zauważyłyśmy przynajmniej kilka: rury wychodzące w całkiem dziwnych miejscach i pod zaskakującymi kątami, stare grzejniki, które koniecznie trzeba wymienić, układ elektryki i hydrauliki pozostawiający wiele do życzenia, ściany, z których odpada tynk, liczniki i zawory umieszczone w osobliwych szafkach… Było na co popatrzeć. Już wtedy wiedziałam, że będę miała o czym myśleć po powrocie do własnego domowego biura. Bo wszystkie te problemy trzeba jakoś rozwiązać i to najlepiej niedużym kosztem. Po czasie okazało się, że… nie taki diabeł straszny!

Najważniejsze założenia projektowe

Podczas pierwszego spotkania najważniejszą rzeczą było dla mnie wypisanie kluczowych elementów i funkcji, które będą definiowały to mieszkanie.

1. Ma być to miejsce z meksykańską nutką. Dużo kaktusów, trochę ciekawych dywanów i kilka mocnych akcentów kolorystycznych na tle bieli i drewna.

2. W mieszkaniu nie musi być miejsca na telewizor! Serio, serio! Cudowna odmiana w czasach zdominowanych przez wielkoformatowe ekrany.

3. Salon ma być jednocześnie miejscem odpoczynku, jadalnią, salonem gier planszowych, muzycznym klubem, prywatną biblioteką i ogrodem botanicznym.

4. Toaleta musi zmieścić się w łazience. W miniaturowej łazience! Za to zamiast WC mamy zaprojektować małą pralnię i składzik.

5. Sypialnia będzie nie tylko miejscem do spania, ale również biurem i salonem piękności.

6. W kuchni powinno dać się coś ugotować, ale tylko od czasu do czasu. Od zmywarki ważniejsze jest to, aby znaleźć miejsce na kolorową retro lodówkę.

7. W mieszkaniu koniecznie znaleźć się powinno miejsce na rower. I to szczególne, jako że jednoślad zajmuje wyjątkowe miejsce w życiu Emilki, skutecznie zastępując jej inne środki transportu jednocześnie dbając o jej zdrowie (zazdroszczę samozaparcia w czasie jesiennej pluchy).

8. Całość ma być prosta, ale ukazująca ciepło i energię właścicielki.

***

Jeszcze niedawno kuchnia Emilki wyglądała jak na powyższym zdjęciu. Dzisiaj jest już zupełnie inaczej…

Jesteście ciekawi, czy udało nam się odpowiedzieć na wszystkie potrzeby Emilki? Zastanawiacie się, jak rozwiązałyśmy techniczne problemy? I czy udało nam się połączyć toaletę z łazienką?

Wypatrujcie dalszej części opowieści o chełmskim Meksyku! 😉

Dokumentacja fotograficzna stanu „przed”: Hania

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz