O tym, jak mousse odkrywa Krem

mousse odwiedza Krem
W poprzedniej wnętrzarskiej opowieści zabrałam Was do restauracji Palmier i przy tej okazji wspomniałam o tym, że Warszawa mocno kojarzy mi się z Paryżem. Chciałabym być oryginalna i zabrać Was dzisiaj w totalnie odmienne miejsce i… trochę tak będzie, chociaż w gruncie rzeczy to tylko kontynuacja paryskiego oblicza Stolicy. Tym razem odwiedzimy wspólnie Krem, malutkie bistro zlokalizowane w sąsiedztwie knajpowego zagłębia, tj. Placu Zbawiciela i Placu Konstytucji. W tym jednak przypadku francuskie konotacje nie są kwestią moich osobistych obserwacji, bowiem Krem stworzył Francuz z krwi i kości, a tak wnętrze, jak i menu bistro są ściśle związane ze słynnym miastem miłości. Ale po kolei!

Modne miejsce w sercu Warszawy

W Kremie pojawiłam się we wczesnych godzinach porannych, a mimo to nie zaznałam pustek zbyt długo – bistro szybko zapełnia się ludźmi, których przyciąga w to miejsce doskonała francuska kuchnia (specjalnością są tutaj śniadania, ale na tym nie kończy się lista smakowitości) oraz unikalny wystrój. Dzięki temu Krem może się pochwalić wysoką lokatą na liście najpopularniejszych knajpek Stolicy.

Przejdźmy jednak do meritum, czyli do wnętrza!

Bo przecież ono interesuje nas najbardziej, prawda? Zacznijmy od tego, że lokal jest naprawdę malutki, ale za to może się pochwalić całkiem imponującą wysokością pomieszczeń, która zapewnia więcej oddechu tak gościom, jak i samej obsłudze. Do tego solidnych rozmiarów okna, wychodzące wprost na ulicę, wpuszczają do środka dużo światła, a lustra ścienne optycznie powiększają całą przestrzeń. To tylko niektóre z ciekawych zabiegów, jakie wykorzystał w projekcie aranżacji jej autor, Jerzy Ruszkowski z firmy Ruszkowski Architekci.

Wyzwanie: mała przestrzeń

Niewielki metraż lokalu wykorzystano perfekcyjnie, a trzeba przyznać, że nie było to proste zadanie. Cała kuchnia schowana została za elegancką ladą-barem, którą wykończono drewnem i marmurowym blatem. Vis a vis niej, pod ścianą umieszczono szeroką na całe pomieszczenie kanapę z welurowym obiciem w głębokim odcieniu zieleni. Zgodność z aktualnymi trendami? 10/10. Goście rozkoszują się paryskimi smakami siedząc przy stolikach z marmurowymi blatami, ustawionych ciasno jeden obok drugiego. Z pewnością nie gwarantuje to dużo swobody i prywatności, ale na tym polega urok typowych bistro, które pamiętam z pobytu w Paryżu. Taki to jest klimat i albo to komuś odpowiada, albo nie. Osobiście nie mam nic przeciwko!

Co dalej?

Czarne i białe kafle ułożone w szachownicę idealnie dopełniają klimat bistro (ponoć są pozostałością po poprzednim wystroju wnętrza). Proste lampy z minimalistycznymi kloszami z przezroczystego szkła optycznie nie zabierają przestrzeni, więc to również strzał w dziesiątkę. Wisienką na torcie są fotografie Jacka Kołodziejskiego, zdobiące ściany lokalu. Jestem ciekawa, czy zostały dobrane pod kolor wnętrza czy może to wnętrze zostało dostosowane do nich?

Fikuśny fikus

Niewątpliwym bohaterem tej aranżacji okazał się sporych rozmiarów fikus, który stoi na prawo od wejścia do lokalu. Pewnie zwróciliście uwagę, że wkradł się na wiele zdjęć, ale nie miałam serca nie wykorzystać jego uroku osobistego. Tym bardziej, że zieleń liści bardzo dobrze dogaduje się z zielonymi kanapami. W parze z fikusem idzie również palma, którą ustawiono w rogu lady. Myślę, że to nieprzypadkowe miejsce, dzięki niej pracujący w kuchni sztukmistrzowie mogą się nieco bardziej osłonić przed spojrzeniami głodnych gości, wyczekujących na te wszystkie francuskie frykasy.

Jeśli szukacie dalszych dowodów na to, że Warszawa ma wiele wspólnego z Paryżem, Krem jest miejscem, które warto odwiedzić. Nie jest to jednak lokal żywcem wyjęty znad Sekwany i to jest w nim szczególnie fajne: po raz kolejny możemy doświadczać smaków i klimatu Francji w zupełnie odświeżony, bardzo warszawski sposób. Być może znajdą się sceptycy, którzy powiedzą, że po co wzorować się na Paryżu zamiast skupiać się na wydobywaniu jak najwięcej z unikatowości Warszawy? Kto wie, może i mają rację, ale w tym wnętrzu, z tymi zapachami unoszącymi się w powietrzu i z perspektywą tych wszystkich uniesień podniebienia, jest to kwestia bardzo drugorzędna. Dla mnie odwiedzanie miejsc takich jak Krem zawsze będzie tylko przyjemnością i tego podejścia mam zamiar się trzymać.

Zdjęcia: Hania (kroniki.studio)

Retusz zdjęć: Hania

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz