Marka miękka jak pled. Rozmawiamy z założycielkami moyha

Marka miękka jak pled. Rozmawiamy z założycielkami moyha
Umówiłyśmy się w znanej gdańskiej kawiarni – Sztuce Wyboru. Nie widziałyśmy się nigdy wcześniej i jak zwykle w takich sytuacjach zastanawiałam się, jak przebiegać będzie nasza rozmowa. Czy łatwo złapiemy kontakt? Czy uda nam się rozgadać, a może okaże się, że nadajemy na zupełnie innych falach?

W drodze na spotkanie dostałam od Magdy SMSa – napisała mi, jak tego dnia wygląda, abym rozpoznała ją na miejscu. I chociaż gdy dotarłam do Sztuki Wyboru, Dagmara już zapoznała się z naszymi rozmówczyniami, to nie miałam wątpliwości, że bez trudu rozpoznałabym je bez przesłanego mi opisu – nie sposób było przeoczyć dwie piękne kobiety, które promieniały wspaniałymi uśmiechami i niesamowitą energią. Z daleka dało się wyczuć, że oto czeka nas rozmowa ze spełnionymi, kreatywnymi duszami, które odnalazły swoje miejsce w życiu i w pracy. Pozwólcie, że opowiem Wam inspirującą historię Magdy Jasińskiej i Kasi Haska, które wspólnie stworzyły jedną z najszybciej rozwijających się polskich marek z branży home decor – a mowa oczywiście o moyha.

Jak to się zaczęło?

Magda Jasińska (MJ): Z Kasią poznałyśmy się w pracy – obie zatrudnione byłyśmy w dużej, polskiej firmie modowej. Nie miałyśmy doświadczenia z wnętrzami, ale mimo to zakwitł w naszych głowach pomysł, aby założyć zupełnie nową markę związaną z tą dziedziną. Nie da się ukryć, że doświadczenie i wiedza, jaką zdobyłyśmy na poprzednich stanowiskach, bardzo pomogły nam w starcie własnego brandu.

Jak to się stało, że jako motyw przewodni swojego biznesu dziewczyny wybrały wyposażenie domu, a nie dobrze znaną im modę?

Kasia Haska (KH): Wnętrza zawsze były moją pasją. Nie mam co prawda wykształcenia w tym kierunku, ale odnajduję wielką przyjemność we wszystkim, co wiąże się z urządzaniem i dekorowaniem przestrzeni wokół siebie. To było takie moje marzenie z dzieciństwa, aby kiedyś spróbować swoich sił w tej właśnie branży.

MJ: Poza tym, doświadczenie z poprzedniej pracy jest naszą wielką siłą w tworzeniu firmy. Może są to dwie różne branże, ale działanie w nich jest naprawdę podobne. Przydaje się zarówno wiedza, a także kontakty z technologami, dostawcami czy podwykonawcami.

KH: Nie da się ukryć, że przygoda z fashion pomogła nam w starcie własnego biznesu jeszcze w inny sposób: chociaż wiemy, że jest coraz więcej polskich, młodych marek oferujących produkty z wyposażenia wnętrz, to nie obawiałyśmy się konkurencji. W porównaniu z tak bardzo nasyconym rynkiem mody, każda inna dziedzina wydawała nam się po prostu nieodkryta (śmiech). To prawda, że powstaje wiele nowych brandów home decor, ale i tak odnalazłyśmy wystarczająco dużo miejsca dla moyha.

Czym jest moyha?

Marka dziewczyn ma w swojej ofercie przede wszystkim tekstylia do domu – pościele, pledy, poduszki, narzuty, worki dekoracyjne. W nowej kolekcji znalazły się również elementy homewear, m.in. szlafroki i miękkie kimona. Właścicielki podkreślają jednak, że moda nie jest docelowym kierunkiem rozwoju ich marki i zdecydowanie chcą pozostać w obrębie dekoracji i wyposażenia domu.

KH: Moyha to wszystko, co wiąże się z przyjemnym czasem wolnym kobiety. Jako grupę docelową wybrałyśmy panie nie bez przyczyny – w końcu to one odpowiadają za dekorowanie wnętrz, są zwolenniczkami budowania nastroju ciepłego, przytulnego domu. Produkty moyha mają im pomóc w tym zadaniu.

Na każdym etapie naszej rozmowy dało się odczuć, że Magda i Kasia kierują się w pracy swoimi pasjami i marzeniami, ale jednocześnie bardzo twardo stąpają po ziemi. To nie są dwie beztroskie projektantki, które nie mają pojęcia o prowadzenia własnego biznesu. Wręcz przeciwnie – ich podejście do tworzenia firmy jest godne podziwu i z pewnością warto brać przykład z ich doświadczeń.

MJ: Ustalenie grupy docelowej było bardzo ważnym etapem uruchomienia działalności. Zanim na dobre oddałyśmy się planowaniu samych produktów, odrobiłyśmy lekcje w zakresie wizerunku, jaki chcemy zbudować. Tutaj odezwał się mój zmysł stratega, ponieważ w poprzedniej pracy zajmowałam się marketingiem. Faza przygotowawcza zajęła nam kilka długich tygodni, ale w końcu nabrałyśmy całkowitej pewności, jaka ma być moyha – przyjemna, „miękka”, płynąca z nas w sposób naturalny. Kierowałyśmy się ideami slow life’u, chciałyśmy tworzyć przedmioty, które pozwolą kobietom odpocząć od codziennej gonitwy spraw. Równowaga w życiu jest dla nas bardzo ważna i wierzymy, że wszyscy jej potrzebują. Kolekcja moyha ma przypominać paniom o istocie balansu.

Patrząc na to, czym moyha jest w niecały rok po premierze marki, trzeba szczerze pogratulować dziewczynom wypełnionego zadania. Pierwszym, co przychodzi mi na myśl oglądając kolekcję, śledząc komunikację w sieci czy czytając publikacje w prasie, jest właśnie ta miękkość i ciepło, które przyświecały założycielkom przy starcie ich firmy. Jak same podkreślają, udało im się stworzyć „przyjemny, babski biznes”.

Innym wyróżnikiem produktów moyha jest naturalność i to przynajmniej w dwóch znaczeniach. Po pierwsze, chodzi o to, aby z ich pomocą tworzyć w domu swobodną, niewymuszoną atmosferę, sprzyjającą odpoczynkowi. Po drugie, zarówno tekstylia, jak i dekoracje wnętrz, wykonane są głównie z naturalnych materiałów, takich jak wełna, skóra, bawełna czy drewno. W ten sposób realizowane jest główne hasło moyha – simply good.

Marka miękka jak pled. Rozmawiamy z założycielkami moyha

MJ: Wierzymy, że klientki doceniają nie tylko produkty same w sobie, ale całą ideę, która za nimi stoi. Między innymi dlatego nie obawiamy się konkurencji – wiemy, że jest silna, ale tworzymy markę po swojemu, nie oglądając się na innych. Wkładamy dużo serca w każdy przedmiot z naszej kolekcji i to właśnie przyciąga do nas ludzi. Owszem, być może gdzieś uda się komuś znaleźć podobną poduszkę czy koc, ale to nie o to w tym wszystkim chodzi.

Myślę, że moyha jest lubiana nie tylko za pościele, pledy czy dekoracje, ale właśnie za to, jaka ta marka jest sama w sobie. Przecież każdy z nas lubi otaczać się przedmiotami, z którymi się identyfikuje, które w jakiś sposób nas określają. Kupić coś w bezdusznej sieciówce to jedno, ale wybrać produkt polskiej marki, która jest wyrazista i mówi sama za siebie, a przy okazji również za nas, to już zupełnie inna historia.

KH: Tworząc moyha kierowałyśmy się własnymi doświadczeniami jako klientki polskich i zagranicznych sklepów z branży home decor. Nie raz przeżyłyśmy rozczarowanie: oto kupowałyśmy produkt, który na zdjęciu w internecie wyglądał doskonale, po czym odpakowywałyśmy rzecz dostarczoną przez kuriera i okazywało się, że jest zupełnie inna niż oczekiwałyśmy. Dlatego postawiłyśmy na prostotę, na to, aby moyha faktycznie była simply good. Bez zbędnych udziwnień, zarówno w kontekście samych produktów, jak i sposobie ich prezentacji – tekstach i zdjęciach. Chcemy, aby w ręce klientek trafiały dokładnie te rzeczy, których się spodziewają. Projektując kolekcję jesteśmy uczciwe – tak względem odbiorców, jak i samych siebie, ponieważ chciałybyśmy być traktowane w taki sposób przez inne sklepy, w których kupujemy.

MJ: Nie tylko produkty są u nas simply good. Nawet najładniejszą rzecz można niedbale sprzedać – wrzucić do pudełka, bez baczenia na to, w jakim stanie trafi do klienta. A można zrobić to inaczej, z zaangażowaniem – spakować w przyjemną dla oka bibułkę, przewiązać naturalnym sznurkiem, dodać zgrabną etykietę. W ten sposób klientka czuje, że każdy przedmiot był w naszych rękach i z największą starannością przekazałyśmy go jej.

Marka miękka jak pled. Rozmawiamy z założycielkami moyha

„Nie mamy kompleksów”

Jakość i filozofię moyha doceniają nie tylko polskie kobiety – Magda i Kasia swoje produkty z sukcesem sprzedają zagranicą, w butikach na terenie Wielkiej Brytanii, Holandii, Norwegii, Danii. Sporo jest też klientek detalicznych z pozostałej części Europy, a także Stanów Zjednoczonych i  Australii. W Polsce większość sprzedaży generują klienci indywidualni, natomiast poza naszym krajem moyha buduje sieć partnerów, którzy dystrybuują kolekcję w sklepach rozsianych po całym świecie.

KH: Jeśli chodzi o własną markę, nie mamy żadnych kompleksów. Przeprowadzony research konkurencji i wysiłek, jaki wkładamy w tworzenie moyha, pozwalają nam na odważne kierowanie biznesem. Od razu zakładałyśmy, że będziemy trafiać zagranicę. Zresztą, w dobie social mediów nie ma absolutnie żadnych powodów, aby ograniczać się do sprzedaży wyłącznie na terenie Polski. Wiem, że u nas w kraju z uwielbieniem spogląda się w kierunku innych stylów, przede wszystkim skandynawskiego, ale hej, w moyha mamy super produkty, czemu miałybyśmy nie pokazać ich światu?

MJ: Słuszność tych założeń potwierdzają nasi partnerzy. Przykładowo, jest wśród nich dziewczyna, która ma w Danii własny concept store. Często w rozmowach z nami podkreśla, jak bardzo ceni sobie polski design. To dobra wiadomość dla nas wszystkich: na świecie następuje odwrót od sieciówek, poszukiwane są młode brandy, a wśród nich szczególnie lubiane są nasze rodzime firmy, a także materiały – polska wełna, polskie drewno itp.

KH: Widać to zresztą po klientach – kupujący z Danii, Norwegii czy Holandii bardzo często do nas wracają i chwalą kolekcję moyha. To dla nas ogromna radość.

MJ: Nie czarujmy się, być może ceny naszych produktów dla niektórych w Polsce wydają się wysokie, ale już na rynkach zagranicznych są bardzo atrakcyjne. To dodatkowa siła moyha.

Jak zawsze przy okazji wywiadu z bohaterami naszych opowieści, byłyśmy niezwykle ciekawe, jak narodziła się nazwa ich firmy?

MJ: W bólach! (śmiech) Bardzo dużo czasu zajęło wybranie tej jednej, właściwej nazwy. Miała kojarzyć się miło, przytulnie, czyli tak, jak chciałyśmy, aby odbierana była cała marka. Ja dodatkowo zażyczyłam sobie, aby koniecznie znalazła się w niej literka „m”, która w jakiś niewytłumaczalny sposób wzbudza we mnie przyjemne odczucia.

KH: Do procesu wymyślania nazwy podeszłyśmy bardzo zdroworozsądkowo. Wzięłyśmy pod uwagę różne kwestie techniczne, takie jak dostępność domeny .com czy pozycjonowanie w Google (czy dany wyraz jest już użyty przez inną firmę). Potem zestawiłyśmy to z naszymi założeniami wizerunkowymi, czyli tą miękkością, ładnym brzmieniem i potrzebą wzbudzania sympatii odbiorców. W pewnym momencie doszłyśmy do wniosku, że pogodzenie wszystkich naszych oczekiwań jest chyba niemożliwe (śmiech).

MJ: Ale udało się, w końcu poczułyśmy, że „moyha” to jest to, czego szukałyśmy. Fajnie, że udało nam się wybrać nazwę, która ma czystą kartę – bo to słowo nie jest używane w żadnym języku, więc możemy działać na całym świecie bez stresu, że ktoś gdzieś odbierze naszą markę w zupełnie nieprzewidziany sposób.

Pewnie zastanawiacie się, czy za sukcesem tej młodej marki stoi cały sztab ludzi czy jest ona owocem pracy wyłącznie Magdy i Kasi?

MJ: Kolekcje projektujemy same, ale oczywiście posiłkujemy się wsparciem konstruktora czy krawcowych, które te produkty szyją. Tak samo było na początku drogi, przy tworzeniu wizji brandu – ona również powstała w naszych głowach. W starcie biznesu pomogła nam zaprzyjaźniona agencja marketingowa. W oparciu o dostarczoną im strategię, stworzyli kompletną identyfikację wizualną, od logo, przez materiały reklamowe i opakowania.

KH: Nie wykluczamy opcji poszerzenia zespołu, bo jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli, z czasem będzie trzeba go powiększyć. Ale w tej chwili bardzo cenimy sobie kontakt z klientem. Same odpowiadamy na wszystkie maile, zapytania, komentarze na Facebooku czy Instagramie. Szczególnie na początku jest to bardzo cenne doświadczenie, bo nic nam nie umyka. Moi znajomi już przywykli, że podczas imprez czy spotkań zdarza mi się odpowiadać na wiadomości od fanów (śmiech).

Lubię pytać naszych rozmówców o to, jakie jest ich największe marzenie związane z pracą. Nie zabrakło go również podczas spotkania z założycielkami moyha.

KH: Tak naprawdę to nie mamy sztywno określonych celów, bo one się zmieniają wraz z tym, jak rozwija się firma. Na pewno chciałybyśmy wystawiać się na międzynarodowych targach wnętrzarskich, to jest nasze wielkie marzenie. Wiemy też, że klienci zawsze będą dążyć do tego, aby przed zakupem zobaczyć na żywo, dotknąć i sprawdzić produkt, który ich interesuje, więc własny sklep stacjonarny również będzie istotnym krokiem.

Ucieczka z korpo

Temat porzucania korporacji i uruchamiania własnej działalności jest już szeroko znany i co rusz dowiadujemy się o kolejnej podobnej historii: ktoś wyrywa się ze szponów korpo i przenosi na zieloną łąkę zwaną „na swoim”. Zapytałyśmy o to również Magdę i Kasię, bo w ich przypadku scenariusz był bardzo podobny.

MJ: Przez kilkanaście lat współpracowałam z dużymi markami modowymi i zauważyłam pewną prawidłowość: na końcu każdego procesu twórczego, po wielu etapach i trudach włożonych w dane przedsięwzięcie, zawsze jest jakiś szef, któremu coś może się nie spodobać. I wtedy trzeba pójść na kompromis, czasem nawet zupełnie ulec. Myślę, że mogę to powiedzieć w imieniu nas obu – moyha powstała, ponieważ chciałyśmy stworzyć sobie wymarzone miejsce pracy na własnych zasadach.

KH: Wydaje mi się, że każdy człowiek pracując przez wiele lat na etacie gdzieś z tyłu głowy ma taką myśl, że chciałby uzyskać większą stabilizację. Dla mnie własna firma jest formą właśnie bezpieczeństwa. Wiadomo, że to wcale nie jest bezstresowe zajęcie, wręcz przeciwnie, ale tak naprawdę posiadanie firmy daje nam wolność. Sami decydujemy, ile tej pracy poświęcimy czasu i energii.

MJ: Absolutnie nie jest tak, że teraz robimy mniej – nie skłamię, jeśli powiem, że mamy jeszcze więcej na głowie niż kiedyś. Ale ja jestem taka szczęśliwa z powodu tego, czym się codziennie zajmuję, że nie przeszkadzają mi dłuższe godziny pracy. Do tego stopnia, że gdy budzę się w poniedziałek rano, nie mogę się doczekać aż usiądę do swoich zadań. Pracując w korporacji nie czułam się w ten sposób. Jeszcze długa droga przed nami, ale uważam, że największy sukces już osiągnęłyśmy – mamy pracę naszych marzeń!

Gdy Magda wypowiada te słowa, energia, która biła od nich od pierwszych chwil naszego spotkania, nagle wzbiera na sile. To w tej satysfakcji tkwi szczęście, które widać na ich twarzach. Własnymi siłami, z wykorzystaniem całego swojego potencjału, zdobytej wiedzy i doświadczenia, Magda i Kasia stworzyły markę, którą kochają i która szybko zdobywa serce innych kobiet. Trudno w to uwierzyć, ale moyha nie obchodziła jeszcze swoich pierwszych urodzin, a już otrzymała wiele nagród branży design i doczekała się kilku flagowych bestsellerów. Chociaż obie założycielki zapewniają, że nie czują się jeszcze paniami sukcesu, to nie można odmówić im uznania za dotychczasowe osiągnięcia. Tym bardziej, że udało im się sprostać pierwszym, największym wyzwaniom, takim jak porzucenie stałej pracy i otwarcie nowego biznesu.

Marka miękka jak pled. Rozmawiamy z założycielkami moyha

MJ: W tworzeniu moyha zdarzały się również trudniejsze chwile, wiadomo. Każda z nas ma swoje sprawy, swoje problemy, a własna działalność nie jest prostym zadaniem. Moi znajomi zwykli mawiać: „spokojnie Magda, wszystko będzie dobrze”, a ja im wtedy odpowiadam: „Pewnie, że będzie dobrze, pytanie tylko, kiedy wejdziemy na giełdę” (śmiech). Żarty żartami, ale ja naprawdę wierzę w to, co robimy, wierzę, że to wyjdzie, bo już wychodzi. To po prostu musi się udać.

I tutaj się zgadzamy – ja również uważam, że to musi się udać. W końcu marki miękkiej jak pled nie sposób nie pokochać.

Zdjęcia i retusz: Hania (kroniki.studio)

ZapiszZapisz

ZapiszZapiszZapiszZapisz

ZapiszZapisz