Odbyłyśmy wczoraj z Dagmarą szalenie ważną rozmowę, która dotyczyła kalendarza – Dagmara żaliła się, że czuje się jak bez ręki, bo nie zdążyła sobie żadnego kupić przed rozpoczęciem nowego roku, ja zaś marudziłam, że od nadmiaru pomysłów na zakup nowego kalendarza, skończyło się u mnie na kupnie chińszczyzny, tj. kalendarza ze Stradivariusa (tak, sprzedają tam takie!). I chociaż mój egzemplarz jest dokładnie tym, czego potrzebowałam, to w głębi ducha trochę żałuję, że odstąpiłam od mojego silnego postanowienia, aby nabyć taki od polskiej firmy.

Chociaż nowy rok już trwa, to z pewnością znajdą się jeszcze takie zagubione dusze jak Dagmara, które nie zdążyły wyposażyć się w nowy, puściutki kalendarz i właśnie z myślą o nich piszę ten tekst. Zebrałam dla Was najładniejsze kalendarze 2018 polskich marek i mam nadzieję, że nie pójdziecie moim śladem i wybierzecie coś z ich oferty, a możecie mi wierzyć, że wybór jest naprawdę ogromny!

Papierniczeni

To był mój osobisty faworyt, a to za sprawą przepięknej, tkaninowej oprawy i pionowego układu tygodnia (wcale nie jest łatwo o taki!). Jedyne, czego się nieco obawiałam, to uzupełnianie dat – jest to bowiem planner, a nie kalendarz, co w praktyce objawia się tym, że możemy zacząć go używać w dowolnym momencie roku, gdyż wszystkie daty wpisujemy sobie sami w wykropkowane miejsca. Daje to zatem możliwość np. pomijania weekendów albo całych tygodni, gdy akurat nie pracujemy. Dzięki temu nieco oszczędzamy papier i maksymalnie wykorzystujemy całą przestrzeń plannera (w moim kalendarzu z zeszłego roku jest bardzo dużo niezapisanych stron, co mocno mnie smuci w kontekście ekologii).

Cena: 78 zł (+ koszt wysyłki; w Trójmieście można go kupić stacjonarnie w sklepie Sztuki Wyboru)

Do kupienia tutaj.

Pan Kalendarz

Nie wiedziałam wcześniej o tej marce, a podobno Pan Kalendarz cieszy się popularnością już od kilku lat. Zaskoczył mnie mocno graficznym wnętrzem, które pewnie jednym się bardzo spodoba, innym już niekoniecznie. Nie do końca przypadła mi kolorystyka tegorocznej edycji (wersja z 2017 roku była bardziej stonowana), ale za to urzekła różnorodność – strony każdego miesiąca wyglądają zupełnie inaczej, dzięki czemu nieprędko znudzimy się naszym kalendarzem.

Cena: 60 zł (+ koszt wysyłki)

Do kupienia tutaj.

Papiery Wartościowe

O tej marce dowiedziałam się dopiero w tym roku i od razu zapadła mi w pamięć z uwagi na nazwę – jest świetna! Na szczęście za pomysłową grą słów idzie też doskonały produkt, bo Papiery Wartościowe mają w swojej ofercie przepięknie wydane kalendarze książkowe, z bardzo subtelnymi dekoracjami w postaci starannej kaligrafii czy delikatnych, minimalnych ilustracji. Miałam okazję przyjrzeć im się na żywo i mogę potwierdzić, że sposób wydania nie pozostawia wiele do życzenia – wysokiej jakości papier, piękna oprawa, do tego kilka wersji kolorystycznych i jedna wersja „lux” z atłasem na okładce. Bardzo polecam!

Cena: 85-95 zł (+ koszt wysyłki)

Do kupienia tutaj.

Sezonownik

Doskonała propozycja dla tych, którzy lubią wyczytywać w kalendarzu różne ciekawostki i to takie o większej wartości niż kolejny slogan motywacyjny. Sezonownik to kalendarz dla nature lovers, jak to ładnie mówi się po angielsku na fanów natury. W tegorocznej edycji zawarto wiele ciekawostek o gwiazdach i kosmosie oraz, standardowo już, informacje o tym, co w danym momencie roku dzieje się również wśród roślin. Całość tych treści została również przepięknie zilustrowana przez Teektura, czyli Ewa Maczynska, a główną postacią ów ilustracji jest nie kto inny, jak kot Maurycy! (how cool is that?!) Ci z Was, którzy kochają zieleń i pasjonują się domową uprawą czy zdrowym, roślinnym, odżywianiem, z pewnością łatwo odnajdą się w klimacie Sezonownika. Dużym plusem jest również niewysoka cena!

Cena: 45 zł (+ koszt wysyłki)

Do kupienia tutaj.

Mleko Living

Kolejny planner w tym zestawieniu, ale zakładam, że idea plannerów jest już na tyle popularna, że nikt nie będzie miał pretensji, że umieszczam je wśród typowych kalendarzy. Ten od Mleko Living jest prosty do granic możliwości i również może się pochwalić pionowym układem tygodni (czy tylko ja uważam, że to najwygodniejsza forma?). Dostępny w dwóch wariantach kolorystycznych – grafitowym i beżowym.

Cena: 60 zł (+ koszt wysyłki)

Do kupienia tutaj.

Minimal Planner

O, a tutaj niespodzianka – chociaż w nazwie występuje słowo „planner”, to Minimal Planner jest klasycznym kalendarzem, uzupełnionym o różne bajery mające pomóc w organizacji i osiąganiu celów. MP towarzyszył mi przez cały 2017 rok i byłam z niego zadowolona (największym hitem jest według mnie lista zadań na każdy dzień – na niej opierała się moja codzienna praca), ale w tym roku zrezygnowałam z zakupu głównie z uwagi na brak czarnej wersji oraz fakt, że w moim egzemplarzu dużo jest niewykorzystanych stron (jednak nie jestem fanką tych wszystkich bajerów). Aż szkoda patrzeć na te pustki, gdy nam w Polsce całą puszczę wycinają… W każdym razie, Minimal Planner mogę Wam z czystym sumieniem polecić, tym bardziej, jeśli mieszkacie w Trójmieście – marka Madama.co, która odpowiada za ten i kilka innych plannerów (m.in. Happy Planner) została założona przez dwie Gdańszczanki – matkę i córkę, a wszystkie produkty możecie kupić stacjonarnie w gdańskim Wrzeszczu. Szał, co?

Cena: 119 zł za wersję z układem tygodniowym, 129 zł za wersję z układem dziennym (+ koszt wysyłki; w Gdańsku możliwy zakup stacjonarny)

Do kupienia tutaj.

***

Pewnie znalazłoby się więcej ładnych kalendarzy, ale postanowiłam nie zarzucać Was zbyt dużą ilością propozycji, abyście nie poczuli się przytłoczeni wyborem tak jak ja swojego czasu 😉 Jeśli jednak znacie inne polskie marki, które mają w swojej ofercie równie ładne (a może ładniejsze!) modele, śmiało podrzucajcie linki w komentarzach!

Zdjęcia w tekście pochodzą z materiałów reklamowych i prasowych.

Zdjęcie główne: Papiery Wartościowe

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz