Coś starego, coś odnowionego, coś… unikalnego. Odkrywamy sklep i pracownię Osiek 10

Osiek 10 Gdańsk
O sklepie Dominiki Leśniewskiej dowiedziałam się przed rokiem na Instagramie – ktoś coś gdzieś skomentował i w ten sposób dotarła do mnie informacja, że w dzielnicy Osiek powstało coś nowego. Jednak przez wiele miesięcy nie znalazłam czasu, aby sprawdzić, o co tyle szumu. Gdy podjęłyśmy z Dagmarą decyzję o uruchomieniu mousse, od razu wiedziałam, że to miejsce musi być jednym z tematów naszych opowieści.

Trafić tutaj nie jest trudno, bo Osiek to dzielnica sąsiadująca ze ścisłym centrum Gdańska. Blisko stąd do Targu Rybnego, Pomnika Obrońców Poczty Polskiej, Jarmark Dominikański również odbywa się raptem kilka kroków od sklepu Dominiki. Jednak te okolice są zupełnie inne niż tętniąca turystycznym życiem ulica Długa czy Piwna. Klimat tych kilku uliczek sprawił, że od razu pokochałyśmy to miejsce – jeszcze nieodkryte, trochę zaniedbane, ale tak bardzo interesujące. I pośrodku tego wszystkiego znajduje się Osiek 10, czyli malutki sklep z polskim i zagranicznym designem. Skąd pomysł, aby otworzyć taki showroom?

Początki

– Pomysł narodził się w mojej głowie już kilka lat temu, ale początkowo chciałam się skupiać wyłącznie na sprzedaży starych mebli po renowacji. Marzyłam, aby dawać im drugie życie. Często odwiedzałam targi staroci szukając meblarskich perełek, w końcu zebrałam ich całkiem sporą liczbę i nadszedł czas, aby zacząć je sprzedawać. – opowiada nam Dominika Leśniewska, właścicielka Osiek 10. 

Decyzja o otwarciu sklepu nie była dla niej łatwa – nie miała doświadczenia w renowacji, kierowała nią jednak ogromna pasja do staroci. Aby zmobilizować się do otwarcia własnej działalności, postanowiła poszukać partnerów – marki oferujące dekoracje i elementy wyposażenia wnętrz, których produkty mogłaby sprzedawać. Obiecała sobie, że gdy tylko znajdzie 10 firm chętnych do współpracy, sklep w końcu powstanie. I, szczęśliwie dla wszystkich Gdańszczan, w ciągu zaledwie kilku dni od rozesłania maili, misja Dominiki zakończyła się sukcesem. Jak podkreśla, w ten sposób mogła uruchomić showroom na wzór tych, które widywała w innych częściach Europy.

– Ważną inspiracją były dla mnie podróże do Holandii, gdzie zakochałam się w malutkich, klimatycznych sklepach, w których nowoczesny design mieszał się ze starociami. Takich miejsc brakuje u nas w Polsce i stwierdziłam, że stworzę coś na kształt holenderskich showroomów. Nie wiem, czy udało mi się zrealizować ten plan, ale wydaje mi się, że Osiek 10 ma w sobie coś z tej kameralności, której doświadczałam podczas wizyt na przykład w Utrechcie. Nawet klienci zwracają na to uwagę – niedawno klientka stwierdziła, że sklep przypomina jej o ulubionym miejscu w Kopenhadze.

Magia dzielnicy

Co ciekawe, na adres swojej działalności Dominika wybrała Gdańsk, mimo że na stałe mieszka w Gdyni. Co skłoniło ją do tej decyzji?

– Główny powód to fakt, że z zawodu jestem archeologiem i od wielu lat moja praca związana jest z Gdańskiem. Poza tym, bardzo zależało mi, aby moją działalność zlokalizować w starej, podniszczonej kamienicy, z wielkimi oknami wystawowymi. To było moje marzenie. Ale przyznam szczerze, że rok temu, gdy otwierałam sklep, Gdynia była w zupełnie innym miejscu niż jest teraz. Nie wiedziałam, że nabierze takiego rozpędu, ale jestem fanką średniowiecznych miast, więc wybór miejsca nadal uważam za słuszny.

Nie miałyśmy z Dagmarą wątpliwości, że wybór Gdańska jako adresu sklepu był strzałem w dziesiątkę. Z chwilą, gdy dowiedziałyśmy się o oryginalnym zawodzie Dominiki, tj. archeologii, cała idea stojąca za Osiek 10 złożyła nam się w spójną całość. Oto w zapuszczonej, jeszcze nieodkrytej do końca dzielnicy Gdańska, pośród niszczejących budynków i w sąsiedztwie miejsc, które odegrały tak ważną rolę w historii miasta i Polski, powstał sklep, w którym to, co stare, współistnieje z młodością. Meble z minionej epoki, którym Dominika daje szansę na drugie, wspaniałe życie, przyjaźnią się z perełkami młodych designerów z kraju i zagranicy.

– Nie ukrywam, że dzielnica Osiek była pierwszą, do której się udałam w poszukiwaniu lokalu. Zupełnie instynktownie skierowałam się w te strony i od razu poczułam, że to jest to. Na początku zainteresowało mnie pomieszczenie znajdujące się po sąsiedzku od obecnej lokalizacji, ale szybko odkryłam, że miejsce pod adresem Osiek 10 jest również do wynajęcia. Miało ono tą przewagę, że znajduje się na rogu, od razu na wjeździe od strony ulicy Sierocej. W ten sposób sklep jest doskonale widoczny dla wszystkich przybyszy trafiających tu z Głównego Miasta. A sama dzielnica, w przeciwieństwie do dobrze znanego ścisłego centrum, kryje w sobie jakąś tajemnicę. To szczególnie mnie do niej przekonało. 

Dominika, jak na archeologa przystało, prześledziła historię budynku, w którym znajduje się jej sklep. W bibliotece PAN trafiła na szkice kamienicy, z których najstarsze pochodzą z 1892 roku. Oczywiście chodzi o budynek w takiej postaci, jaką znamy współcześnie, wcześniej w tym miejscu znajdował się budynek (nie była to kamienica), ale o nieco innej architekturze.

Właścicielka szybko zadomowiła się w tych stronach i zdobyła sympatię sąsiadów. Jak sama opowiada, w ciągu roku nawiązała tutaj wiele znajomości, a podczas imprezy z okazji rocznicy otwarcia Osiek 10, wśród gości było wiele osób mieszkających po sąsiedzku. Wszyscy mocno kibicują jej inicjatywie i mają nadzieję, że w ślad za nią pójdą inni, którzy zechcą odczarować tę zapomnianą dzielnicę Gdańska. I być może ze względu na tę właśnie misję, jako nazwę sklepu Dominika wybrała… jego dokładny adres.

– Podobnie jak wybór lokalu, tak i nazwa nie sprawiła mi większego problemu. Podążałam za intuicją, a ta podpowiedziała mi najprostsze i najbardziej oczywiste rozwiązanie, aby sklep nazwać Osiek 10, czyli użyć rzeczywistego adresu. Ta dzielnica nie może się jeszcze pochwalić wieloma showroomami, więc nazwa to jednocześnie wskazówka dla tych, którzy chcą tu trafić. 

Czy wkrótce będziemy mieli szansę zaznać tego wyjątkowego klimatu w innej lokalizacji?

– Nie wykluczam opcji otwarcia nowego sklepu. Myślę o kolejnym, ale nie o zmianie tego, który jest. Nie jest to jednak w tej chwili moim priorytetem. Poza tym, co ja biedna pocznę z moją piękną nazwą?! Wrosłam w to miejsce, w tę okolicę i trudno byłoby mi teraz otworzyć nowy sklep gdzieś indziej. 

Dominika stara się łączyć pracę archeologa z działalnością sklepu. Początkowo swój zawód stawiała na pierwszym miejscu, ale przyznaje, że w rok od założenia Osiek 10 dużo się w jej życiu zmieniło. Teraz w większości poświęca się pasji renowacji mebli i tworzeniu własnej marki.

– Często biorę udział w szkoleniach i warsztatach, a doświadczenie w konserwacji zabytków tylko pomaga mi w ratowaniu staroci. Nie porzucam jednak archeologii – nadal aktywnie działam na Uniwersytecie Gdańskim, prowadzę zajęcia ze studentami i pracuję nad doktoratem. 

Sklep i pracownia Osiek 10

Wróćmy jednak do samego Osiek 10. Początkowo w sklepie można było kupić projekty 10 marek, w tej chwili jest ich ponad 30 – kolekcja produktów, pomimo ograniczonej przestrzeni, stale się powiększa. Ekspozycję Dominika wybiera kierując się własnymi przekonaniami i poczuciem estetyki. Co ważne, w ofercie Osiek 10 są marki, których nie dostaniemy nigdzie indziej w kraju. Dodając do tego fakt, że w tym miejscu kupimy również meble po renowacji, które nie tak łatwo kupić w innych miejscach, to okazuje się, że Osiek 10 to sklep o absolutnie unikatowym asortymencie.

Na pewno ciekawi Was sam proces renowacji – jak to tak naprawdę wygląda? I czy każdy mebel można uratować?

– Przede wszystkim musimy wyczyścić każdy element „do gołego” z warstwy farby, bejcy czy lakieru. W tym celu z reguły rozkładamy mebel i wszystkie części kolejno poddawane są odnawianiu. Dokładnie je szlifujemy i dosztukowujemy braki (np. nóżki czy ozdobne listwy). Tak naprawdę nawet najbardziej zniszczony mebel można uratować. Wszystko zależy od kondycji drewna i stopnia jego zniszczenia. Największą przeszkodą są zazwyczaj ślady po kornikach. Niekiedy jest nimi pokryty cały mebel. Trudność sprawiają też elementy rzeźbione. 

Brzmi skomplikowanie, prawda? I chyba takim właśnie jest…

– Renowacja mebli to naprawdę skomplikowane przedsięwzięcie i bez pomocy innych nie dałabym sobie rady. Współpracuję ze specjalistą zajmującym  się odnawianiem staroci. W działalność sklepu zaangażowali się również moi rodzice, którzy w ten sposób wypełniają sobie czas na emeryturze. Jak widać, Osiek 10 to w gruncie rzeczy taki rodzinny biznes (śmiech). – opowiada Dominika.

Bardzo ciekawe było dla nas, skąd Dominika bierze te wszystkie meble do odratowania? Okazuje się, że większość z nich to zdobycze z OLX, z terenu lub okolic Trójmiasta. Od niedawna stara się jednak poszerzyć obszar poszukiwań i zdarza jej się odbywać całkiem odległe podróże, aby zdobyć nowe obiekty do renowacji. Mimo, że świadomość Polaków o wartości designu minionej epoki jest już całkiem wysoka i za perełki PRL trzeba obecnie słono płacić, to Dominice nadal udaje się dobijać korzystnych targów. Wynika to głównie z faktu, że interesuje ją odnawianie egzemplarzy będących w naprawdę złym stanie, których nikt inny nie chce kupić.

– Szukając mebli do renowacji, staram się wybierać takie, które faktycznie są zniszczone. Nigdy nie kupuję dobrze zachowanych bieliźniarek, zależy mi na odnajdywaniu tych, wobec których czas był bezwzględny. Jako archeolog nie byłabym w stanie podjąć się renowacji dobrze zachowanych okazów, bo po prostu szkoda niszczyć ich naturalne walory. Co innego, gdy trafię na mebel w fatalnej kondycji – wówczas jakiekolwiek zabiegi mogą mu jedynie pomóc. Przywracanie ich do stanu świetności to dla mnie wielka radość. 

Okazuje się, że inspiracja holenderskimi sklepami nie ograniczała się jedynie do kwestii urządzenia lokalu czy wyboru asortymentu.

– W Polsce od lat króluje trend skandynawski, a w nim dominujące kolory to biel i szary. Dlatego postanowiłam, że przy renowacji mebli będę się wzorować na stylu holenderskim. Ma on wiele punktów wspólnych z estetyką dalekiej Północy, ale jednocześnie oferuje więcej nieoczywistych kolorów. To one wyróżniają projekty pracowni Osiek 10. 

Najważniejszy jest człowiek

To, co zauroczyło nas w jej historii, to fakt, że w swojej pracy najbardziej docenia kontakt z ludźmi, którzy podobnie jak ona oddają się pasji tworzenia. Dokładnie tymi samymi pobudkami kierowałyśmy się z Dagmarą uruchamiając nasz mousse. Bo za każdym meblem, dekoracją i wnętrzem stoi autor i to jego historia jest zawsze najciekawsza.

– Poświęcam sporo czasu na poznanie osób, z którymi współpracuję. Staram się trafiać do małych manufaktur, które szczególnie pasują do charakteru Osiek 10. Przykładowo, z artystką Hella Duijs, której ceramikę sprzedaję w moim sklepie, udało mi się spotkać. Opowiedziała mi o procesie powstawania jej kolekcji. To ogromna wartość dodana mojej działalności, móc poznać tych młodych, zdolnych projektantów i artystów. Ilekroć zdarza mi się wyjazd za granicę, zawsze staram się go połączyć ze spotkaniem z kimś z współpracujących marek. 

***

Jeżeli wydaje Wam się, że na kilkunastu metrach kwadratowych nie da się stworzyć czegoś nadzwyczajnego, to jesteście w błędzie. Ogromne serce i pasja właścicielki są w stanie nawet z tak niewielkiego metrażu wydobyć coś wyjątkowego. Osiek 10 to miejsce szczególne, pełne kontrastów. Niby nowoczesne, ale z duszą minionych epok. Niby spokojne, a tak pełne żywych kolorów. Niby jest to sklep, ale z chwilą przekroczenia progu można się poczuć trochę jak w domu pełnym niespotykanych bibelotów i mebli. Każdy z nich opowiada inną historię, ale zebrane razem stanowią wspaniały dowód niepohamowanej ludzkiej kreatywności. I pasji, przede wszystkim.

Osiek 10 Gdańsk

Jeśli któregoś dnia zdarzy Wam się zboczyć z głównych ulic centrum Gdańska, znajdźcie chwilę, aby odwiedzić Osiek i ten malutki sklep, który z takim zaangażowaniem stworzyła Dominika. Obejrzyjcie bieliźniarki, które z dumą prezentują się w nowych, zjawiskowych kolorach, dotknijcie ceramiki, która przybyła tutaj aż z Holandii, porozmawiajcie o designie i renowacji. Zróbcie sobie tę przyjemność i postarajcie się przyjrzeć wszystkim obiektom z bliska. Gwarantuję Wam, że po opuszczeniu progów Osiek 10 zupełnie inaczej spojrzycie na Wasze wnętrza i, kto wie, być może poczujecie się zachęceni, aby wpuścić do nich ducha dawnych lat. A jeśli tak, to najlepiej zrobić to z pomocą uratowanej od zapomnienia bieliźniarki czy szafy, które widziały i słyszały więcej niż jesteście w stanie sobie wyobrazić.

Rozmawiałyśmy z właścicielką Osiek 10, przeuroczą Dominiką Leśniewską.

Wywiad i zdjęcia: Hania i Dagmara

Retusz zdjęć: Hania

Montaż filmu: Hania (publikacja wkrótce)

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz