Egzotyczny Paryż w warszawskim wydaniu. Zachwycamy się wnętrzem restauracji Palmier

mousse odwiedza Palmier
W Warszawie bywam dość często, kilka razy do roku, zazwyczaj z powodu jakiegoś koncertu lub dobrej sztuki teatralnej. Od kilku już lat pojawiam się tam wczesną jesienią i muszę przyznać, że tę porę uważam za najlepszą na zwiedzanie tego właśnie miasta. Wrześniowa aura pozwala odkrywać nieznane wcześniej uroki Stolicy i całkowicie zanurzyć się w jej klimacie. Podczas swojej ostatniej wizyty postanowiłam wykorzystać piękne, jesienne światło do uwiecznienia w kadrach zjawiskowych warszawskich wnętrz. W ten sposób trafiłam na ulicę Żurawią, przy której otworzyło się wiele topowych kawiarni i restauracji. Wśród nich jest również Palmier, której dotyczy dzisiejsza opowieść.

mousse odwiedza Palmier

Przed wizytą w lokalu przeczytałam kilka publikacji o tym wnętrzu i obejrzałam jego istniejące zdjęcia, więc teoretycznie wiedziałam, czego spodziewać się na miejscu. A jednak po przekroczeniu progu od razu poczułam, że Palmier to znacznie więcej niż wysmakowany design. Projektantce Kindze Mostowik, której powierzono opracowanie tej aranżacji, udało się dokonać czegoś niezwykłego: stworzyła miejsce, które łączy w sobie nutę egzotyki z klasycznym paryskim szykiem, a które finalnie zdaje się być… absolutnie warszawskie. Bo tutaj czuje się ducha minionej epoki, czuje się historię, która działa się w tych ścianach. Za oknami życie Warszawy toczy się swoim współczesnym nurtem, ale w Palmier możesz spojrzeć na tętniące energią miasto z przyjemnego dystansu.

O aranżacji wnętrza Palmier

Aby dostać się do restauracji, należy przejść przez oszklony wiatrołap, któremu elegancji dodają czarne, metalowe szprosy. Pierwsze, na co zwróciłam uwagę już w środku, to ogrom światła, które wpada przez gigantyczne okna, sięgające prawie od podłogi aż po sufit.  Tuż za progiem gości wita jeden z kluczowych elementów aranżacji – złota palma, wokół której znalazło się miejsce na wysoki blat i kilka hokerów w charakterystycznym kolorze zamglonego błękitu (w zależności od światła, czasem wyglądają nawet na turkusowe). Później wzrok pada na pięknie skonstruowany bar, rozpościerający się między dwiema kolumnami. Jego kamienną ladę o kolorze głębokiej zieleni zabudowano dębowym drewnem. Pod oknami ustawiono kilka wysokich stołów i hokerów, to idealne miejsce dla tych, którzy wpadają do Palmier tylko na szybką kawę i poranną prasówkę w drodze do pracy. Gdy spojrzymy w górę, zauważymy drugą wielką atrakcję tej aranżacji – gigantyczny żyrandol, zaprojektowany przez Kingę Mostowik specjalnie dla tego wnętrza (warto wiedzieć, że wszystkie lampy w Palmier są autorskim pomysłem projektantki).

W dalszej części lokalu ustawiono liczne drewniane stoliki, a przy nich krzesła marki TON oraz stare, wysłużone kanapy i fotele ze skórzanym lub materiałowym obiciem. Część siedzisk i oparć zdobią zjawiskowe rzeźbienia przedstawiające egzotyczne ptaki i roślinne wzory.  Na samym końcu lokalu dostrzec można solidnych rozmiarów spatynowane lustro. Ten motyw przewija się w kilku miejscach restauracji, m.in. na wyższym poziomie, czyli na antresoli (o niej za chwilę). Większość ścian wykończono tradycyjnymi, drewnianymi boazeriami z kasetonami. Oczywiście, jak sama nazwa miejsca wskazuje, we wnętrzu co rusz natrafić można na bajecznie zielone palmy, które świetnie ożywiają stonowaną  kolorystykę dominującą w lokalu i doskonale dogadują się z błękitnymi hokerami.

Dużą atrakcją Palmier jest oryginalna posadzka z lastriko, którą odkryto podczas remontu. Udało się ją starannie wyczyścić i w tej odrestaurowanej formie stanowi jeden z najważniejszych elementów całej aranżacji. Nie sposób  nie wspomnieć o antresoli, która sięga mniej-więcej do połowy restauracji (wcześniej była znacznie większa). Dzięki jej skróceniu, można było odsłonić więcej okien i strzelistych kolumn, a także wysoki sufit. Na piętrze na uwagę zasługuje przepiękna kasetonowa podłoga z ciemnego drewna, dodająca temu poziomowi bardziej klubowego klimatu.

W kwestii kolorystyki całego wnętrza, wszystko doskonale ze sobą współgra: połączony łagodnym łukiem z najdłuższą ścianą lokalu sufit ma kolor zamglonego błękitu i pasuje do obicia hokerów, szaro-popielate kolumny i pozostałe ściany odpowiadają odcieniom foteli oraz lastriko na podłodze, a ciemne drewno stołów i krzeseł – skórzanym kanapom i obudowie baru. Intensywnie zielone palmy i wszechobecne złote lampy dodają smaczku całej przestrzeni.

Jeśli przyjrzymy się poszczególnym elementom, nie trudno odnieść wrażenie, że większość mebli i dekoracji jest, jakby to delikatnie ująć, „zmęczona życiem”. A to był zabieg absolutnie świadomy – projektantka specjalnie dobierała m.in. wysłużone kanapy i stare lustra, aby wystrój wnętrza odpowiadał oryginalnej architekturze lokalu. To dlatego przekraczając próg restauracji tak łatwo poczuć historię tego miejsca. Szalenie podoba mi się takie podejście: zamiast zdominować Palmier nowoczesnym designem,  lepiej stworzyć aranżację, która wydobędzie ze starych pomieszczeń ich unikalny, historyczny charakter. I to się architektce absolutnie udało.

Nie lubię zachwycać się tym, czym wszyscy (między innymi dlatego zdecydowałam się odwiedzić Palmier, a nie sąsiadującą z nim Zorzę; ten drugi lokal zdecydowanie zbyt często pojawia mi się na obserwowanych profilach w social mediach), ale nie żałuję, że podczas ostatniej wizyty w Stolicy zajrzałam na ulicę Żurawią. Wiem, że intencją projektantki było stworzyć w tym wnętrzu typowo paryski wystrój (co zresztą się udało), ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ogólny klimat panujący w restauracji Palmier ma w sobie dużo z przedwojennej Warszawy. No, może w nieco egzotycznym wydaniu, ale jednak. Przy najbliższej okazji wybierzcie się tam i oceńcie sami.

ZapiszZapiszZapiszZapisz

Zdjęcia: Hania (kroniki.studio)

Retusz zdjęć: Hania

ZapiszZapiszZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz