W magicznej krainie kreatywności. Odwiedzamy PlaySchool w Olsztynie

PlaySchool mogłabym określić jako miejsce magiczne, wyjątkowe, fascynujące. To taka tajemnicza kraina, w którą im głębiej się wchodzi, tym bardziej się ją rozumie i czuje. Na pierwszy rzut oka absolutnie nie kojarzy się z typowymi miejscami dla dzieci, które w naszym odczuciu zawsze powinny być przesycone kolorem. Wszechobecna biel przełamana barwnymi akcentami wprowadza świeżość i dyktuje nową, lepszą (mówię to głośno i wyraźnie!) stylistykę w projektowaniu wnętrz dedykowanych najmłodszym.

PlaySchool na mapie Olsztyna istnieje od 2012 roku. Mieści się w pięknej zabytkowej kamienicy przy ulicy Dąbrowszczaków. Nie można jednoznacznie powiedzieć, że jest to szkoła językowa, ponieważ PlaySchool to znacznie więcej i dużo lepszym określeniem będzie przestrzeń kreatywna. I to w bardzo szerokim pojęciu!

– PlaySchool to wszystko, co związane jest z dziećmi. Przede wszystkim język angielski, ale też warsztaty plastyczne, warsztaty kreatywnego myślenia, majsterkowanie, urodziny, sesje zdjęciowe. Może nie wygląda, może jest za biało, za pusto, ale naprawdę jest to miejsce dla dzieci  – tak opisuje PlaySchool Marta Niedźwiedź, właścicielka i nauczycielka języka angielskiego.

 

– Oferta zajęć dodatkowych w Olsztynie jest dosyć uboga. Z reguły mamy do wyboru sporty, sztuki walki lub grę na instrumencie. PlaySchool powstał z potrzeby zorganizowania zajęć, które w sposób przyjazny, niezobowiązujący i poprzez zabawę będą trafiały do dzieciaków. Chciałam, żeby warsztaty odbywały się w miejscu, które nie kojarzy się z pustymi szkolnymi salami i aby nauka była przyjemnością, a nie przykrym obowiązkiem. Tworząc to miejsce myślałam o moich synach i o ich rozwoju – opowiada Marta.

W roku szkolnym w PlaySchool funkcjonuje kilkanaście grup języka angielskiego, a każda liczy nie więcej niż 10 osób. Dodatkowo są również grupy warsztatowe, na przykład kreatywnego myślenia, czy plastyczne. Nauczaniem zajmuje się zespół kilkunastu osób, jednak gołym okiem widać, że to Marta jest sercem tego miejsca i motorem napędowym wszystkich działań.

– Jestem nauczycielem języka angielskiego i pedagogiem. A poza tym? Zaopatrzeniowcem, przedstawicielem handlowym, scenografem, sprzątaczką… Robię tutaj po prostu wszystko – śmieje się Marta.

 

Inspiracją do stworzenia wnętrza o tak specyficznej stylistyce było podobne miejsce w Poznaniu, które niestety już nie istnieje. Marta jednak przyznaje, że już dawno minął czas, kiedy podglądała i sprawdzała, co i jak robią ludzie w tej dziedzinie w innych miastach.

– Kiedy zaczyna się tak bardzo mocno robić coś swojego, to zapomina się o innych. Przyznam też, że trzeba mieć niesamowitą odwagę, żeby zrobić przestrzeń dla dzieci w kamienicy i urządzić ją tak… dziwnie. Biało, eklektycznie. Nam, dorosłym, podoba się ta stylistyka. Oglądamy różne wnętrzarskie programy, czytamy gazety i stamtąd czerpiemy inspiracje. Piękne jest jednak to, że dzieci również doceniają to wnętrze i to we wspaniały sposób. Często mówią, że czują się tu jak w innej krainie, choć przecież nie są one przyzwyczajone do takiej estetyki. I pomimo wszechobecnej bieli dzieci potrafią powiedzieć: „Jak tu kolorowo!”.

Marta miała konkretną wizję na to miejsce: kamienica, wysokie sufity, duże okna, nieco tajemnicza atmosfera i duch przeszłości. Całą przestrzeń wymyśliła i zaprojektowała sama. Bardzo lubi styl skandynawski przełamany elementami innych stylów.

– Mieszam! Po prostu kupuję to, co mi się podoba. Często są to rzeczy z pchlich targów. Jestem też znaną Śmieciarą (śmiech). Kiedy przechodzę obok śmietników i widzę coś, co mi się podoba, to nie wstydzę się zatrzymać i tego zabrać: stare ramy, krzesła, doniczki…

Przyznaje, że wciąż ma ochotę coś zmieniać, jednak pewne elementy wystroju są już niejako wpisane w tą przestrzeń, jak chociażby piękny kredens, który odkupiła od znajomego za niewielką sumę, a potem sama odrestaurowała. Mówi też, że bardzo lubi momenty, w których w PlaySchool dzieje się coś dużego: weekendowe warsztaty, sesje zdjęciowe czy imprezy.

– Ludzie wchodzą, zaczynają wszystko przestawiać, zmieniają tą przestrzeń, a ja patrzę i myślę „ale fajnie!”. Jestem pozytywnie zaskoczona, że ktoś tak pięknie widzi to miejsce – dodaje.

PlaySchool, jeśli akurat nie jest pełen dzieci, może być również wynajmowany do różnych, zupełnie nieoczekiwanych celów. Różnego typu wydarzenia, które intensywnie dzieją się w tym miejscu, wynikają z potrzeby chwili. Czasem są to warsztaty gotowania, szycia, DIY dla dorosłych, czasem są to sesje zdjęciowe, czasem większe imprezy, na przykład Alternatywne Targi Ślubne.

Najważniejsze jednak dla Marty zawsze będą dzieci. Na stronie PlaySchool możemy przeczytać piękny opis tego miejsca: PlaySchool  to spełnienie marzeń osób ją tworzących, aby dzieciństwo nie kończyło się wraz z pójściem do szkoły, a nauka była jednocześnie przyjemnością i zabawą. 

OBEJRZYJ VLOGA!

Nie bądź wiśnia – subskrybuj nasz kanał! ☺️

***

Playschool to przytulność i swojskość zamknięta w ścianach starej, pięknej kamienicy. To wnętrze, którego biel jest tłem do tworzenia barwnych dziecięcych wspomnień. Chciałabym, żeby takich miejsc na mapie przestrzeni dla najmłodszych było znacznie więcej.

Rozmawiałyśmy z właścicielką PlaySchool, wspaniałą Martą Niedźwiedź.

Wywiad i zdjęcia: Hania i Dagmara

Retusz zdjęć: Dagmara

Montaż filmu: Hania (przy wsparciu wróżki chrzestnej mousse, czyli Welldonegan)

ZapiszZapisz

ZapiszZapiszZapiszZapisz