Kawa, jedzenie, rzeczy i więcej, czyli Rzecz Jasna nieoczywista

Rzecz Jasna to miejsce wcale nie takie jasne i oczywiste – jest wielowymiarowe, pomimo niewielkiego metrażu. Jacek Feliga, współwłaściciel i założyciel RzJ, poproszony o sprecyzowanie profilu swojej działalności, określa lokal jako „ćwierć-bistro”, które za dnia poi gości aromatyczną kawą i karmi ciepłymi posiłkami, a w weekendy zamienia się w gwarne miejsce spotkań, które wnosi życie do murów Królewskiej Fabryki Karabinów i to do późnych godzin nocnych. Ale czym tak naprawdę jest Rzecz Jasna? Poznajcie historię pierwszego na świecie „ćwierć-bistro”.

Kawa

Zaczęło się dość banalnie – do Królewskiej Fabryki Karabinów trafiłem z powodu wizyty u weterynarza z moim kotem. A że wizyta się przedłużała, a ja bardzo się w tym czasie nudziłem, zacząłem rozglądać się po okolicy i wtedy pierwszy raz pojawiła się w mojej głowie myśl, aby stworzyć w tym otoczeniu kawiarnię.

Jednak od kiełkującej w głowie idei do otwarcia musiało się wiele wydarzyć – w końcu Królewska Fabryka Karabinów to miejsce, które dużo przeszło i wymaga szczególnego traktowania.

„Porozumienie z właścicielem KFK nastąpiło dość sprawnie, zupełnie inaczej poszło nam z doprowadzeniem lokalu do stanu godnego użytkowania. Mówiąc wprost, to był totalny dramat: podłoże jednego z pomieszczeń obniżone o 30 cm, brak niektórych ścian, okna w rozsypce wymagające gruntownej renowacji… Dowodem niech będzie fakt, że remont niespełna 90-metrowej powierzchni pochłonął ponad 10 miesięcy intensywnych prac.”

Pomieszczenia, które zajmuje Rzecz Jasna, mają za sobą kawał niesamowitej historii, co niesie ze sobą tak wady, np. długi i kosztowny remont, jak i zalety – nadal czuć tutaj ducha dawnych lat. W czasie II wojny światowej, jako część całego kompleksu, przestrzeń dzisiejszej Rzeczy Jasnej należała do Królewskiej Fabryki Karabinów, natomiast po 1945 roku przewinęły się przez nią różnego typu działalności – zakłady futrzarskie, dziewiarskie, fabryka zniczy, a nawet… skup złomu.

„My wynajęliśmy od właściciela lokal-pustostan i to bardzo zniszczony. Chcieliśmy zachować jak najwięcej z oryginalnych elementów wykończenia, ale nie zawsze było to możliwe i sensowne. Między innymi z tego powodu ściany są częściowo pokryte białym tynkiem – po prostu nie wszędzie cegła była na tyle dobra jakościowo i estetyczna, aby ją odsłaniać. Zadbałem jednak o to, aby chociaż część murów KFK pozostała na widoku.”

Uzupełnieniem industrialnej przestrzeni są starocia, których pełno w każdym kącie – stoły, krzesła, sofy, szafki… Jak opowiadał nam Jacek, część z nich została upolowana na pchlich targach lub wypatrzona w serwisach aukcyjnych online, inne to zdobycze od rodziny i znajomych. W tej zbieraninie odnaleźć można wiele pereł dizajnu, np. kilka kultowych foteli Chierowskiego. Niektóre meble (m.in. stół i żyrandol) zostały przywiezione na Dolne Miasto aż z Włoch, a inne, np. kilka sof, przywędrowały do Rzeczy Jasnej z pozostałych pomieszczeń należących do KFK. Właściciel zapytany o to, jak określiłby styl takiej aranżacji, odpowiada – „to styl misz-masz”. Zaznacza przy tym, sposób urządzenia wnętrza był jego własnym pomysłem, a rola architekta w trakcie remontu ograniczała się wyłącznie do sporządzenia odpowiedniej dokumentacji.

 

Jedzenie

„Zacząłem od bajgli, bo mieszkając przez kilka lat w sąsiedztwie piekarni Majchrowskiego na Dolnym Mieście, były one stałym elementem mojej codziennej diety. Tworząc bistro, chciałem podtrzymać tą „tradycję” i stąd pomysł, aby oryginalne bajgle z zakładu pana Majchrowskiego serwować w wielu wariantach smakowych, z różnymi dodatkami.”

Dzisiejsze menu jest znacznie rozbudowane w stosunku do tego początkowego. Poza bajglami, które szybko stały się znakiem rozpoznawczym Rzeczy Jasnej, w lokalu można uświadczyć śniadań, lunchów oraz dań obiadowych, których stale przybywa.

„Menu komponuję sam, chociaż nie ukrywam, że w kwestii kulinariów wciąż bliżej mi do hobbysty niż profesjonalisty. Dbam jednak o to, aby poszerzać swoje horyzonty i rozbudowywać ofertę, zresztą w kwestii dań mam wsparcie mojej dziewczyny, która współtworzy RzJ i blisko 10-osobowego zespołu, który codziennie gotuje na zapleczu bistro. Obecnie, poza bieżącym prowadzeniem Rzeczy Jasnej, zajmujemy się także cateringiem i obsługą imprez, które odbywają się w naszym lokalu.”

Nie da się ukryć, że wyjątkowy, industrialny klimat przyciąga coraz więcej zainteresowanych. Poza mniejszymi imprezami okolicznościowymi czy spotkaniami firmowymi, w murach RzJ odbywają się warsztaty, spotkania autorskie, a nawet wesela (podsuwam ciekawy pomysł przyszłym nowożeńcom). Rzecz Jasna daje zatem duże pole do popisu w zakresie organizacji imprez, a ze swojego doświadczenia mogę dodać, że miałam okazję być na trzech tutejszych przyjęciach i bawiłam się przednio! 😉

Rzeczy i…

W bistro, poza napojami i jedzeniem, czekają na gości również czasowe ekspozycje różnych marek odzieżowych czy młodych artystów. Jako pierwsze pojawiły się kolorowe muchy, które są w sprzedaży do dziś i które na stałe wpisały się w wystrój wnętrza. W międzyczasie pojawiały się również serie ubrań, toreb. plecaków, biżuterii, a także wystawy fotografii i obrazów. Na półkach z książkami można natomiast odkryć unikatowe wydania albumów o sztuce czy historii.  Większość (jeśli nie wszystkie) tych rzeczy zostały wytworzone lokalnie, w Gdańsku, lub bardzo lokalnie, tj. na Dolnym Mieście. Zapytałyśmy Jacka, skąd pomysł na tego typu współprace i czy mają być stałym elementem tutejszego „folkloru”?

„Zawsze chciałem, aby Rzecz Jasna była czymś więcej niż kawiarnią lub bistro. Chętnie łączę siły z artystami, tymi znanymi, i tymi nie. Jedna z ostatnich wystaw fotograficznych to dzieło autorstwa… pana budowlańca, który remontował Salę Kolumnową, tuż za ścianą RzJ. Jak widać, jesteśmy otwarci na różne inicjatywy, stąd nasze wcześniejsze współprace z CSW Łaźnia, Instytutem Kultury Miejskiej, a także Podwórkiem, czyli sezonową inicjatywą zlokalizowaną na tyłach KFK. Mam nadzieję, że ten kulturalny aspekt naszego ćwierć-bistro będzie się stale rozwijać.”

„,Lont się tli”

Na koniec naszego spotkania wymieniliśmy z Jackiem kilka opinii na temat samego Dolnego Miasta. O tej części Gdańska mówi się od lat, nie trudno zauważyć, że dzięki intensywnej rewitalizacji, odmieniła się sława tej dzielnicy, a jednak cały czas czuć można pewien niedosyt. Okolice Łąkowej wciąż przegrywają z Głównym Miastem, tak samo jak przegrywają z modnym Wrzeszczem… Jak sytuację ocenia tutejszy przedsiębiorca, który sam mieszka w pobliżu od blisko 10 lat?

„Zainteresowanie Dolnym Miastem jest ogromne, ale uważam, że boom mamy dopiero przed sobą. Myślę, że sporo musi się jeszcze zmienić w okolicy, aby przyciągnąć w te strony więcej osób i więcej inicjatyw. Z pewnością pomoże planowane otwarcie hotelu w starej szpitalnej zabudowie na ulicy Kieturakisa, ukończenie trwającej budowy dwóch dużych osiedli, a także rewitalizacja obszaru starej zajezdni tramwajowej na końcu ulicy Łąkowej, o którym to przedsięwzięciu mówi się od kilku lat. Dopiero wtedy Dolne Miasto ma szansę naprawdę odżyć.”

Zapytany o to, czy nie boi się o los swojego bistro w obliczu rosnącej konkurencji w sąsiedztwie (w końcu do tego wszystko zmierza, aby dzielnica wypełniła się modnymi knajpkami i sklepami), Jacek mówi wprost:

„Myślę, że Rzecz Jasna jest na tyle unikatowa, że pojawienie się w okolicy innych lokali gastronomicznych może jej jedynie pomóc, na zasadzie efektu synergii. Zresztą nie ma na Dolnym Mieście drugiego takiego miejsca jak Królewska Fabryka Karabinów i w tym upatruję naszą największą przewagę. Dysponujemy wyjątkową przestrzenią, która intryguje, zachwyca i przyciąga wielu zainteresowanych. Myślę, że z czasem będzie ich tylko więcej i nie ukrywam, że czekamy na ten boom na Dolnym Mieście. Bo to jeszcze nie ten moment, już lont się tli, ale czasy prawdziwej świetności dzielnicy są dopiero przed nami.”

***

Ilekroć wpadam do Rzeczy Jasnej na bajgla lub dobre ciasto, zawsze zwracam uwagę na innych klientów. Wyglądają na tutejszych bywalców, takich, którzy często przychodzą dla samej przyjemności, bo jest to ich ulubione miejsce, aby pochylić się nad poranną prasówką w towarzystwie pysznej kawy, popracować albo dokończyć czytanie książki. Rzecz Jasna gromadzi wokół siebie pewną grupę ludzi i każdemu z nich oferuje coś innego. Coraz częściej pojawiają się tutaj również turyści, którzy docierają do Dolnego Miasta skuszeni wizją odkrycia czegoś więcej niż popularne zabytki widywane we wszystkich miejskich przewodnikach. Przy okazji trafiają tutaj, zupełnie nieświadomi, że oto znaleźli się w jedynym na świecie ćwierć-bistro, ukrytym w podwórku słynnej starej fabryki. Jeśli kiedykolwiek znajdziecie się w tych stronach, dajcie sobie szansę aby odkryć, czym dla Was okaże się Rzecz Jasna.

Czytaj także: mousse odnalazł MIŁOŚĆ, czyli o alternatywnym salonie ślubnym w KFK

Wywiad i zdjęcia: Hania (kroniki.studio) i Dagmara

Retusz zdjęć: Hania

Rozmawiałyśmy z współwłaścicielem Rzeczy Jasnej, Jackiem Feligą

ZapiszZapiszZapiszZapisz

ZapiszZapisz